Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle

Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle

Patrząc na ustawodawczą biegunkę PiS staram się dostrzegać dobre chęci w próbach rozwiązywania ważnych problemów obywateli. Jednak wiadomo, co jest dobrymi chęciami wybrukowane. Ze względu na niekompetencje autorów i pośpiech legislacyjny powstają buble prawne, które nie tylko wymagają nowelizacji po kilku miesiącach, ale często przynoszą skutki odmienne od zamierzonych. Przykłady takiej legislacji możemy liczyć w dziesiątkach. Ustawa o zakazie handlu w niedzielę jest jednym z bardziej oczywistych tego przykładów. Jest pełna dziur i nieprecyzyjnych zapisów. Po prostu jest bublem prawnym.

W praworządnym państwie określenie „obchodzenie przepisów” jest bez sensu. Albo prawo jest precyzyjne i nie stwarza możliwości legalnego działania wbrew duchowi ustawy, albo państwo nie jest w stanie wyegzekwować jej przestrzegania. Jedno i drugie kompromituje władze, a nie przedsiębiorców i obywateli. Z tego punktu widzenia wypowiedź posła Śniadka, że „jeżeli firmy będą próbowały bezczelnie omijać prawo, to będzie to sygnał, że tutaj funkcjonują oszuści, który stosują nieuczciwą konkurencję” jest absurdalna. Jeżeli to zachowania klientów mają decydować o skuteczności przepisów, to może nie trzeba było przyjmować ustawy, tylko zaapelować do Polaków, żeby nie chodzili do sklepów w niedzielę. Pomysł, że klienci będą bojkotowali sklepy, które korzystają z luk w przepisach świadczy o całkowitym oderwaniu od rzeczywistości.

I co dzieje się dzisiaj? Pracownicy mieli mieć czas dla rodziny w niedzielę, a dzisiaj pracują w sobotę do północy i od świtu w poniedziałek i często nie mają siły na bycie z rodziną, a bardziej na odsypianie. Sklepy miały być zamknięte, a dzisiaj poczty i stacje benzynowe stają się sklepami, natomiast supermarkety i dyskonty stają się piekarniami i kwiaciarniami oraz instalują kasy automatyczne. Ustawa miała pomóc małym polskim sklepom, ale w rzeczywistości najbardziej pomaga dyskontom, które przecież stanowią największą konkurencję dla małych sklepów. Małymi przedsiębiorcami są także osoby sprzedające na stoiskach w centrach handlowych, a dzisiaj dramatycznie spadły ich dochody, bo dużą cześć zarobku przynosiły im weekendy.

W dyskusji na projektem tej ustawy pojawiły się też głosy, że niedziela powinna być wolna od handlu, żeby ludzie mogli chodzić do Kościoła. Jest to nie tylko absurdalne, ale tez obraźliwe dla osób wierzących. Sugerowania, że ktoś, kto co tydzień chodzi do kościoła (to niewiele więcej niż 1/3 Polaków) ma dylemat: czy ważniejsze jest centrum handlowe, czy msza, podważa jego wiarę.

Rząd próbuje bawić się z Polakami w kotka i myszkę. Przyjmujemy prawo, które daje możliwości legalnego nie przestrzegania ducha przepisów, więc przedsiębiorcy z tego korzystają. Rząd zatem proponuje „uszczelnienie”, a prawnicy firm już analizują luki, które mogą pojawić się w nowelizacji. Tej walki nie można wygrać, bo nawet pospieszna legislacja nie będzie szybsza niż kreatywność ludzi. Szczególnie w Polsce, gdzie przez dziesięciolecia szukanie legalnych rozwiązań dla nieprzestrzegania przepisów było cnotą, a nie grzechem.

Najgorsze jest jednak to, że rozwiązanie tego problemu jest banalnie proste i leży na stole. Wystarczy wprowadzić przepisy, że wszyscy pracujący w handlu muszą mieć zapewnione dwie wolne niedziele w miesiącu. Państwowa Inspekcja Handlowa i Państwowa Inspekcja Pracy łatwo powadzą sobie z egzekwowaniem takiego zapisu. Takie rozwiazanie nie miałoby rownież negatywnych skutków gospodarczych. I dokładnie projekt takiej ustawy złożyła Nowoczesna, jednak ponieważ PIS z Solidarnością podejmowały decyzje z pobudek ideologicznych, a nie merytorycznych, większość sejmowa nasz projekt odrzuciła. I tak wolne od pracy niedziele w handlu maja tylko wybrani, a nie wszyscy pracujący w handlu. Pozostali mogą podziękować #PIS.

Katarzyna Lubnauer

#zakazhandlu #KupujęKiedyChcę